Coś ostrego nie dla każdego: Helle „Fjellmann”

Helle – Norweska manufaktura nożownicza, założona przez braci Steinara i Sigmunda Helle w 1932 roku, produkująca noże użytkowe ( noże codziennego użytku, myśliwskie, rzeźbiarskie oraz turystyczno – outdoorowe ).

W Polsce kojarzona z jakością, ciekawym wzornictwem i tym, iż produkuje swoje noże z trzywarstwowego laminatu. Jak możemy przeczytać na stronie: rdzeniem laminatu jest wysokogatunkowa stal stopowa o podwyższonej odporności na korozję.

Niestety producent nie udostępnił dodatkowych informacji na temat procesu łączenia materiałów ani też ich choćby przybliżonego składu, nie będziem więc gdybać na ich temat.

 

Rzut oka na kształt ostrej części noża. ładnie widoczna „kanapkowa” struktura ostrza.


„Fjellmann” znaczy góral. Ale nie taki zwykły mieszkaniec pogórza czy gór. To norweski odpowiednik szkockiego „Highlander”, czyli człowieka twardego, hartowanego przez trudy życia w niesprzyjającym, górskim środowisku.
Ktoś szorstki, bardzo charakterystyczny ( czy może raczej „charakterny” 😉 ), sprawiający wrażenie gburowatego i nieprzystępnego odludka. Ale również ktoś, kto po bliższym poznaniu i nawiązaniu głębszej znajomości okazuje się niezrównanym kompanem gotowym do wielu poświęceń.

Dokładnie tak samo jest z opisywanym nożem.
Zwykłe reakcje na ten nóż to „o k…a. Jaki ogór!” „A męskich nie było ?”

Weź go ostrugaj tu i jeszcze tu, to zacznie przypominać nóż”.

Nasz bohater w pełnej krasie.

Fakt. Nie jest to może najpiękniejszy nóż jaki widziałem i moja reakcja była zbliżona, ale przecież to ma być używane a nie oglądane. Ergo: krótka rękojeść o mocno zaznaczonym owalu, dziwny kształt ostrza (taki trochę skandynawski ale z rozszerzającym się ku sztychowi ostrzem) i jednocześnie ta kompaktowość całości, która wydawała się lekko nie na miejscu i średnio pasowała do takiego brzydactwa.

jak widać, trzon jest owalny. Bardzo owalny.

Ale wróćmy do konkretów.

Fjellmann to nóż o konstrukcji „rat tail” (w naszym języku nie ma odpowiednika tej nazwy, a niemal wszyscy twierdzą że to hidden) z nitowanym mosiężnym nitem trzpieniem . Tangi tego modelu są wycinane na prasie, z prefabrykatów mających postać laminatowej taśmy. Niestety nie posiadam informacji na temat obróbki termicznej noży Helle. Wracając do technikaliów: długość ostrza to 95 mm, grubość 3 mm a szerokość 23 mm. Długość trzonu rękojeści 90 mm. Całość, razem z nitem ma długość 200 mm. Nóż nie posiada jakiejkolwiek gardy / jelca, a tę funkcję pełni lekkie podcięcie na palec wskazujący. To podcięcie w połączeniu ze znaczącym owalem trzonu (22×38 mm w tylnej części rękojeści) powoduje iż chwyt jest nad wyraz pewny nawet spoconą lub zmęczoną dłonią. Ten model nie posiada żadnego  bolstera, przekładek czy innych pierdół. Ot, kawałek zaostrzonej blachy zanitowany w impregnowanej brzozie karelskiej. 

Brzoza karelska zdecydowani dodaje uroku temu małemu brzydalowi.

I tu mały zgryz. Na stronach naszych sklepów możemy wyczytać info, że trzony Helle to „mazerowana brzoza”. Wydaje się to o tyle idiotyczne, że tej techniki nie stosowano do trzonów noży z kilku powodów. Mazeracja jako rodzaj malowania jest stosunkowo droga i nietrwała (na trzonie noża farba szybko się zetrze). Sprawdzi się na meblach i innych tego typu przedmiotach ale nie na czymś czym się często pracuje. Ponadto mazerowanie drewna naturalnie bardzo ładnie usłojonego mija się z celem, ponieważ po co malować ładne słoje na ładnych słojach ? 

Prawdopodobnie pierwszy handlowiec u nas dokonał błędnego tłumaczenia a reszta po prostu użyła opcji „ctrl+c – ctrl+v” i tak już zostało. Jak możemy na stronie producenta przeczytać , nie ma tam ani słowa na temat malowania drewna na trzony a jedynie o jego olejowaniu : „…A painstaking process of grinding, polishing and oiling is Performed This offer full justice to the natural beauty of These materials.”

Przyjmijmy więc że trzony są olejowane. 

Faktura trzonu, z charakterystycznym zabarwieniem drewna, uzyskanym dzięki olejowaniu.

Nóż siedzi w szytej maszynowo i formowanej na prasie pochwie. Sama pochewka ma ciekawą formę. 

Szew jest umieszczony (jak często w pochewkach na skandynawy ) od spodu, zaś zapięcie noża tworzone jest przez patkę na górze pochwy, która to patka zapinana jest na zaklepanym na tangu nicie, który tworzy co w rodzaju knopika. Rozwiązanie proste i nader skuteczne.

Nit spajający całość, jest jednocześnie knopikiem zamknięcia pochewki.
Rozwiązanie ze zdjęcia sprawdza się naprawdę doskonale.

Z tyłu pochewki są wybite dwa otwory na firmowo dostarczony 20 centymetrowy rzemień. Rzecz jasna luźno dyndający przy pasie nóż raczej by przeszkadzał niż pomagał, więc rzemyk poszedł precz, na jego miejsce powędrował pierwszy sznurek który wpadł mi w łapy a całość powędrowała do kieszeni bojówek, uwiązana za tenże sznurek do szlufki. 

Tu mała dygresja na temat materiału z którego uszyto pochewkę. 

Jest to dość wiotka skóra wieprzowa, o  grubości ~2.5 mm, która dość skutecznie chroni nóż przed czynnikami z zewnątrz (sposób jej formowania powoduje iż nóż siedzi ciasno a sama pochewka ładnie i równomiernie przylega do trzonu), ale niestety w przypadku przysłowiowego „fuckupu” z pewnością nie ochroni naszych trzewi przed siedzącym w pochewce zaostrzonym laminatem. 

Wrażenia z użytkowania. 

Po oswojeniu się ze specyficznym chwytem jaki oferuje ten nóż złapiemy się na zdziwieniu, że tak krótka rękojeść może doskonale leżeć w dłoni zapewniając  naprawdę pewny chwyt. Dodając zatem do pewnego chwytu nieduże i lekkie ostrze a otrzymujemy doskonałe narzędzie skrawające do użytku na szlaku, w lesie lub na biwaku (gdziekolwiek byśmy nie biwakowali). Takie które może nam dyndać na szyi, pasie lub siedzieć w kieszeni cargo naszych bojówek lub treków. A może swobodnie dyndać, ponieważ sam nóż waży 68 gramów (z pochewką około 95 gramów) – nie jest to zatem masa która będzie nam specjalnie ciążyć na szyi czy w kieszeni. Dla porównania: opinel no 8 waży 30 g, krzesiwo LMF army 2 również 30 g, mora heavy duty 90  a Becker Necker od Ka-Bar-a 80 gramów. Jak zatem widać wagowo Fjellmann to raczej waga lekka. 

I tak też trzeba go traktować. Zatem żadnego batonowania (od rąbania mamy siekierę) czy używania jak łomu. Bo to w sumie delikatne narzędzie stworzone w konkretnym celu (płowe i gryzonie oprawia się nim dobrze, mimo zbyt ostrego sztychu. Trzeba po prostu robić to z uwagą, żeby nie podziurawić patrochów). Ot, oprawienie koziołka, robota w drewnie, pocięcie materiału, sznurka czy kory, ścięgien lub przygotowanie posiłku w terenie. Lekkim w tym wszystkim zgrzytem, jest szybkie gubienie ostrości przez mój egzemplarz (nie wiem jak z innymi) – po wykonaniu wieszaka do zebry nad ognisko, ustruganiu kilkunastu „śledziokołków” do tarpów, przycięciu kilku odcinków repów oraz przygotowaniu posiłku czuć było spadek ostrości. Ta „popsuta” ostrość utrzymywała się później przez dłuższy czas bez pogłębiania się i dawała się „naprawić” przez kilkukrotne lekkie przeciągnięcie po średniej gradacji diamentach (400 i 600). Można zatem śmiało powiedzieć że ostrość przywracamy błyskawicznie. Nóż jeśli chodzi o agresję cięcia jest co najmniej dziwny. Po 400 czy 600 czuć było swego rodzaju opór w trakcie cięcia (inne skandynawy potrafią to robić lepiej), natomiast po machnięciu szlifów gradacją 1200 i lekkim przepolerowaniu na bawełnie zaczął ciąć jak wściekły.Wszystko. Pomidory, mięso, ścięgna i średnio twarde drewno. Z lekką „iskrą”, ale jednak nie tak jak np dobrze wyostrzony opinel czy węglówkowe customy. Być może to kwestia doboru materiałów na laminat z którego wykonano „blank” (słowo pludrackie ponieważ nie ma odpowiednika w naszym języku), gdzie starano się osiągnąć kompromis między parametrami odpowiedzialnymi za dobre cięcie i utrzymywanie ostrości a parametrami odpowiedzialnymi za podatność na korozję. 

Czy taka charakterystyka pracy jest odpowiednia czy nie – tu już każdy musi sobie odpowiedzieć sam, ponieważ to dalece indywidualna sprawa. Osobiście nie miałem z tym problemów i uważam że żadna osoba mająca duże doświadczenie w posługiwaniu się nożami nie będzie mieć do tego stanu rzeczy większych zastrzeżeń. 

Dla kogo zatem ten produkt? Tak naprawdę nie wiem. Jest mały i niepozorny a w robocie się doskonale sprawdza. Z pewnością nie będzie zatem to produkt dla sprzętowego onanisty. Dla kogoś z lubością tłukącego konarem w grzbiet noża i usiłującego w ten sposób przerąbać 35 cm dąb – również nie. Dla myśliwego – zbyt pokraczny no i nie oszukujmy się. Mało efektowny. 😉

Pokraczny,ale kompaktowy i bardzo wygodny.

Myślę że ten nóż to dobry wybór dla ludzi którzy spędzają na „leśnym outdoorze” więcej czasu niż przeciętny, chodzący do lasu Kowalski. To narzędzie dla ludzi którzy są już świadomi mocnych i słabych stron używanego przez siebie narzędzia. Czy obecnie kupiłbym ten model ? Zdecydowanie tak. Teraz żałuję iż ten model tak późno trafił w moje ręce. 

Zdjęcia: własne oraz Helle.

2 thoughts on “Coś ostrego nie dla każdego: Helle „Fjellmann”

  1. Fulltang to nie jest, fulltang ma stal w jednym kawałku na całym „rzucie noża”, natomiast nóż opisywany to hiddentang…

  2. No nie do końca tak jest z tym hiddenem.
    Z resztą w tekście i tak padła prawidłowa nazwa tego typu. 😉

    Żeby nie nakręcać zbyt chwackich wyedytowałem tekst.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 − 1 =