Puszka survivalowa, EDC, BOB. jak to z tym jest ?

Co sądzicie o relacji zestawów: puszka survivalowa, EDC, BOB (w tym podobne)?
Moim zdaniem nastąpiła pewna ewolucja.
Zestawy w puszkach survivalowych zdaniem guru polskiego survivalu (http://www.survival.infocentrum.com/s/abc.html) miały tę wadę, że najczęściej albo zostawały rozczłonkowane bo coś było potrzebne i zasada używania ich tylko w sytuacji awaryjnej gasła albo… nigdy nie były używane.
Moim zdaniem rozwinięcie idei puszki nastąpiło w dwóch kierunkach: BOB oraz EDC.
BOBy zakładają, że nie wszystko musimy nosić przy sobie oraz, że żyjemy w dużym ośrodku miejskim lub innym miejscu, z którego w określonych przypadkach być może będziemy kiedyś zmuszeni się ewakuować. Wplatają w swój sens tzw. złotą godzinę oraz inne doświadczenia różnego rodzaju katastrof. To osobny temat. Są to zestawy, które w przypadku „W” łapiemy i chodu. Nie nosimy ich cały czas. Mogą być przy wejściu do mieszkania, w szafie, w samochodzie lub w innym dogodnym miejscu. Dbamy jedynie o to aby zawartość nie była przeterminowana. NICZEGO nie wyjmujemy do „skorzystania na chwilę” bo zestaw musi cały czas czuwać gotowy.
Natomiast EDC przeciwnie. Jest zawsze przy nas i jak się okazuje, non stop go używamy. Co to będzie? Poręczny nóż, multitool, latarka, mini apteczka, otwieracz do piwa :P, długopis, co jeszcze przyjdzie nam do głowy. Jak świadomie nim zarządzać?
Po pierwsze miejmy świadomość, że już go nosisz. Posiadasz przy sobie zazwyczaj: telefon, klucze, portfel z zawartością. Dla wielu osób jest to punktem wyjścia. Do kluczy dodajesz krzesiwo, do portfela kartę – a jakże! – survivalową a telefon stanowi awaryjną latarkę albo przez LED aparatu albo wyświetlaczem. Można to rozbudowywać ale kryterium jest: jak będzie za duże, nieporęczne, drażniące przy noszeniu, za ciężkie itd, zostawisz to w domu i kropka. Kiedy masz zbyt dużo rzeczy, nie będziesz nawet o nich pamiętał, kiedy będą potrzebne a Ty znajdziesz się pod presją.
Jaki jest w ogóle więc sens przygotowywania lub posiadania tych rzeczy?
Odcięty od cywilizacji i codziennych wygód szybko przypominasz sobie, że jako człowiek potrzebujesz paru rzeczy. Cała filozofia to zabezpieczyć je sobie, kiedy coś w Twoim otoczeniu ulegnie zmianie. He, łagodne określenie ale czynników jest zbyt wiele aby je wymieniać.
Sprowadza to więc do świadomości, umiejętności, zarządzania swoim prywatnym ryzykiem dnia codziennego.
Pamiętaj: 3 minuty bez tlenu, 3 dni bez wody, 3 tygodnie bez jedzenia, 3 miesiące bez wspólnoty osób. To kryteria na trudne warunki i każdy może rozciągnąć je o ileś %. Ale tak lepiej się zapamiętuje 😉 Zapewnij sobie to a przeżyjesz. Ale co to będzie za życie, zależy od każdego z Twoich codziennych wyborów bo albo będziesz niósł kulturę i cywilizację albo zasadę homo homini lupus est. To Twój wybór.
Puszka survivalowa miała też tę ważką właściwość, że jej tworzenie samo w sobie było i testem, i ćwiczeniem: co Twoim zdaniem będzie ważne. Co pozwoli Ci na wydostanie się z awaryjnej, zarażającej sytuacji. Zrób to sam. Jeśli będziesz się wieszał na innych, nie zdałeś. Pytając na forum którą lepiej kupić, od BG czy z militarii, nie zdałeś. Natomiast szukając informacji, ćwicząc praktykę, owszem – zdałeś i dajesz sobie szansę na przeżycie tam, gdzie nie każdy będzie w stanie.
Jeszcze posłowie: o anglosaskiej mentalności kup i z głowy. Mam takie wrażenie, że to myślenie wgryza się do nas ale i zgrzyta z naszymi sposobami myślenia. Tam, kiedy masz problem bo chcesz usiąść, kupujesz krzesło. Albo książkę jak zrobić krzesło. Albo kurs jak strugać krzesła bez dostępu do prądu – dla ambitnych. Przekłada się to na myślenie: jak zapłacisz to umiesz, jak chcesz umieć to płacisz i masz. Dla nas bardziej intuicyjne będzie to, że na coś jednak warto zapracować i albo nauczyć się albo zaadaptować i otworzyć na coś nowego. Tak więc, co Wy sądzicie?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 − eighteen =